piątek, 17 maja 2013

zmęczenie materiału

Wiem, wiem ... Dawno nie pisałam. Przyznaje - nie chciało mi się... I to nie przez to że dużo się dzieje (bo tu ciągle coś sie dzieje), tylko najzwyczajniej w świecie dopadło mnie chwilowe lenistwo. Chwilowo nie wybierałam się na dłuzsze spacery, raczej do parku z ksiażką albo jakiś film ogladam. Zmęczenie materiału.. Ale nie martwcie się pewnie w weekend mi przejdzie i od poniedziałku znów możecie się spodziewać częstych relacji.

Z nowości jak widać nie wiele. Od poniedziałku codziennie zaglądałam na siłownie o 9:00 rano wiec wczuwam sie w rytm pracy na moim 6pakiem ;)

Secret place... Środowy spacer z W.

Czwartkowy, miedzynarodowy picnick w Central Parku. W składzie: South Africa, Brasil, Ireland i Polska ofc :))

Udanego weekendu kochani!!

XOXO

poniedziałek, 13 maja 2013

"A czy wy w Polsce macie w ogóle Dzień Matki?"

Weekendy tak szybko przelatują, ze zanim się człowiek obejrzy już kolejny tydzień przed nami. Chociaż jak już nie raz wspominałam zwykle u mnie na tygodniu również dużo się dzieje. Ostatnio chyba już troche dopada mnie zmęczenie materiału bo czasamu zamiast łazić 3 godziny po mieście, muzeum czy szukać innych atrakcji to wole zostać w ciagu dnia w domu z książką i herbatką w ręku :)

Jednak wracając do weekendu to jak zwykle intensywnie. Zaczeło się w piątek od spotkania z W. Pojechaliśmy do downtown spotkać się z D. i jeszcze jedną dziewczyną - nawet nie pamietam jak miała na imię... W każdym razie wybraliśmy się do clubu Webster Hall i muszę przyznać że pierwszy raz w życiu widział tak dużo zupełnie różnych od siebie ludzi zebranych w jednym miejscu! W jednym clubie można było spotkać zupełnie wszystkich i do tego największe dziwactwa jakie możecie sobie tylko wyobrazić. Dziewczyny ubrane na czarno od stóp do głów, z czarnymi oczami wymalowanymi dookoła jak smoła, włosy z siwymi pasemkami - dosłownie jak z rodziny adamsów - obok wypindrzonych, wymalowanych w kusych świecących sukienkach laleczek... Rockowi kolesie z kolorowymi irokezami lub gołymi głowami w glanach obok wypindrzonych, nazelowanych lalusi WTF?
No ale cóz... Przez pierwszą godzinę zachowywałam się troche jak 'turystka' w muzeum bo rozglądałąm się dookoła i tylko patrzyłam co jeszcze mnie zaskoczy, jednak później muzyka bardzo mi podpasowała i ... w Tany :))
A oto jedno z dziwadeł, które spotkałam na swej drodze... Wyobraźcie sobie moją minę!

W rogu jednej z sal tańczyły dziewczyny w bieliźnie - przywiązane do liny. Tzn. jedna ręka tylko... Ale muszę przyznać że wiedziały co to znaczy "move your body"... i wyginały ciało baardzo śmiało! haha

Z dziewczonkami

Po wyjściu niestety zastał nas deszcz...

około Czwarta rano, Subway Downtown (14th street?) zmeczenie robi swoje...

W sobote miałam na 9:00 jechać na zumbe,ale oczywiscie nic z tego nie wyszło bo położyłam się po 5... Wiec moj ogranizm jak usłyszał o 8:07 budzik powiedział DOŚĆ, tak więc stałam 9:47 zebrałam się i popędziłam na spotkanie z S. Zaczełyśmy od Museum of Natural History, bo trzeba było skończyć to co zaczełyśmy jakiś czas temu a że pogoda była "pod psem" to muzeum wydało sie najlepszą opcja na sobotnie przedpołudnie.

Wszystko oczywiście wygladało niesamowicie NATURALnie

Jak żywe...



Na koniec dzięki wytrwałości S. obejżałyśmy wystawę pt. "podwodny świat", która baardzo mi się spodobała!

Później spacer po Central Parku.
Central Park West

Columbus Circle

Może taxi?? 


Później w planach kino. Ale najpierw szybka herbatka/kawka co kto chciał w Starbucksie i do IMAX.
Podobno to największe kino w nyc. Ja osobiście była oczarowana. Szczególnie ze poszliśmy na Iron Man 3D i efekty specjalne mnie po prostu powaliły. Film był wyświetlany na CAŁEJ wielkiej ścianie, do tego niesamowite efekty dźwiękowe... To jest TO!!

A takie fancy okulary do 3D dostaliśmy ;)

NA tym jednak sobota się nie skończyła.... Po kinie lunch w CHIPOTLE (mexykańska sieciówka), w menu prawdziwe meksykańskie burito. Potem spacer po mieście. Przystanek na deser - oczywiście u Buddy'ego ;)) I próba zakupów. Ja nic nie kupiłam, ale za to S. 2 pary butów, także zakupy w miare owocne. Dotarłam do domu po 22... Położyłam się ok 24 i..... Musiałam wstać znów bladym świtem!!

No niestety tak to jest jak się związesz emocjonalnie z 7latkiem! haha

W niedziele wypadał tutaj Dzień Matki i caały tydzień planowaliśmy z małym niespodzianke dla L. Mały zrobił piękną kartkę z serduszkami, nagraliśmy filmik z piosenką, no i mały chciał zrobić z samego rana niespodzianke czyli... Śniadanie. Był naprawdę podekscytowany całą sprawą. No wiec skoro obiecałam, to słowa dotrzymać musiałam i o 7:20 poleciałam do piekarni... Jak sie okazało na miejscu, w niedziele otwarte od 8 - FUCK!!!  Pospacerowałam po dzielni, posiedziałam na ławeczce. W końcu kupiłam co trzeba, wróciłam do domu i wszystko dobrze sie skończyło. Niespodzianka się udała i spędziliśmy bardzo miły poranek. Później lunch w Central Parku z S.(french) i jej francuska koleżanką a o 14:30 do "pracy" i znów do 20.

Jak zwykle intensywnie, ale za to radośnie !!
Miłego kolejnego tygodnia kochani!!!

XOXO

piątek, 10 maja 2013

inne oblicze NYC

Dziś moi Drodzy chciałam się  z wami podzielić kawałeczkiem mojej codziennosci. Jak wiecie od jakiegoś czasu biegam, dlatego też chciałam wam pokazać co skłania kogos kto nigdy nie należał do zbyt aktywnych fizycznie osób do niemal codziennego biegania...

Najwiekszym motywatorem nie jest tutaj wcale wzrost wagi, tylko moja okolica... Tak dokładnie! Okolica w której biegam. Jak juz kiedys wspominałam mam 3 minutki do Riverside Park'u i to własnie tutaj spędzam minimum pół godzinki codziennie rano. Dziś postanowiłam skorzystać z tego że jest piękne słoneczko i zabrałam ze sobą aparacik...

Ścieżki po krótych codziennie biegam.


Wszędzie zielono.

A taki mam widok.

Obok są boiska wszelkiego typu: do piłki nożnej, do koszykówki, ścianka do squasha a nawet skate park! Każdy moze znaleźć cos dla ciebie. Oczywiscie bezpłatnie do uzytku  dla każdego :)

A taki mam widok gdy sobie biegne.


New Jersey w tle.


I oczywiscie rzeka Hudson.


Aż chce się żyć. W takim otoczeniu codziennie bieganie staje się chwilą relaxu i przyjemnością 
a nie "karą za objadanie się" ;)

A tutaj często przychodzę, z kasiażką gdy nie chce mi się isć do Central Parku lub nie mam ochoty na tłumy ludzi wokół mnie. 
Bo gdzie lepiej spędzać słonecznie dni jak nie na Zielonej Trawce?? :) 

Powiem wam tak między nami, że niezliczona ilość ludzi w NYC jest aktywna. W cenrtal Parku na ścieżkach do biegania są dosłownie tłumy ludzi, w każdym parku mozna spotkać ludzi, którzy ćwicza, grają biegają.... Oprócz tego bardzo duzo ludzi zwraca uwagę na to co je, starajac się jednak odzywiać zdrowo. Kupują wszystko organic, low fat etc... 
Jednak oczywiście jest jeszcze ta druga 'stereotypowa' połowa populacji tutaj, która wyglada jak chodzace wieloryby... Wręcz przerażająco... 


XOXO

czwartek, 9 maja 2013

R ZONE

Dziś z wielką przyjemnością nawiązanie do marki, która w ostatnim czasie pojawiła się w garażu moich kochanych rodziców... GRATULACJE - w końcu wyczekany przez Marianke Mercedes:)

Już  nie moge się doczekać kiedy wróce i się przejade nowym cackiem ;))










R. ... miss You so badly... 

XOXO



wtorek, 7 maja 2013

Weekendowych perypetii ciag dalszy

Dziś Kochani ciag dalszy moich piątkowch perypetii...

Po wielkim otwarciu u Buddy'ego jak już wczoraj wspomniałam udałyśmy się na spokojną konsumpcje do Stturbucksa. I tu muszę wam opowiedzieć zabawną historię, która przydarzyła nam się w metrze. No więc jedziemy sobie metrem, a przed nami siedzi niepozorny facet z czarną torbą na kolanach, wygląda troche jak bezdomny. Nagle.... coś w tej torbie zaczyna sie ruszać, więc ja niewiele myśląc (jak zwykle) krzycze na cały subway :"OH MY GOD!! IT'S ALIVE!!"  JAk się okazało to w torbie był mały - mega stary - piesek, z przerażająco białymi (od zaćmy) oczkami. Troche przerażający, ale cóż powiedziałam, że jest nawet słodki. W każdym razie oczywiście jak to ja, nie potrafie przestać gadać, więc zaczełam sobie z panem od psa rozmawiać i od słowa do słowa, że ja też uwielbiam pieski, że w Europie u rodziców mamy az trzy etc. etc. Pan chyba polubił mnie mocno i najpierw wyciągnał wizytówkę (która chyba już zgubiłam:/), po chym z plecaka wyciągnął swoją PŁYTĘ i mi podarował w prezencie!  Okazało się że koleś jest jakimś artystą. Po czym oczywiście Ja wielce poruszona zeczełam dziekować i w ogóle i mówie do niego :"ale ja nic dla Ciebie nie mam" hahaha a przede mną caaała torba słodkosci od Buddy'ego, S. sie przestraszyła że mu dam któreś z moich ciasteczek. NO WAY!
A oto i Płyta


Po piątku jak to zwykle bywa nastała sobota, wiec dzień wolny, chociaż ja akurat na brak wolnego czasu to tutaj raczej nie narzekam ;) W sobote udałam się oczywiście na spacer po mieście, już widać coraz wieksza liczbę turystów, aż się boje co bedzie się działo w lecie... W każdym razie udałam sie na małe zakupy, które były nielada wyzwaniem przez liczbe osób w kolejce do przymierzalni. Ale o zakupach innym razem. Później szybko do domu bo na 6 umowiona byłam z CH. lecz niestety w ostatniej chwili zadzwoniła że sie źle czuje i nici z naszej kolacji na miescie.. Później byłyśmy umowione z W. (tzn ja bo ona w sumie to go nie zna). Mieliśmy isc do clubu ale w końcu skończyło się na tym, że wylądowaliśmy z W. (South African Boy) w barze na Amsterdamie i było naprawde nieźle. Poznałam zasady tej gry, w której to sie kulki wrzuca do plastikowych kubków z piwem. Ja oczywiście nie grałam bo jeszcze nie pije, aaale może jak poczuje sie pewnie to znów zaczne. A tak swoją drogą to południowa Afryka potrafi wypić.... Wypił przy mnie kilka szybkich podwójnych whisky tylko z lodem (bleeech) i normalnie sie trzymał. MASAKRA

W niedzie zaś przedpołudniowy chill out. Troche spacerów, później Starbucks, herbatka i książka bo od 15 miłam pracować az do 21 wiec wiedziałam, że to będzie dłuuugi dzień z małym...

Na kolacje poszliśmy do McDonalda - i to był mój pierwszy raz tutaj w MCD. Mam nadzieje,że ostatni.
Na zdjęciu nasz mały burdelik na stole haha. Mały ofc Happy Meal a dla mnie sałatka z kurczakiem.

Później spacerek po dzielni. Takie to rzeczy można spotkać. Patriotyzm widać WSZĘDZIE.

Na koniec troche wygłupów.

Bo jakby to było jak by fun'u w windzie nie było ;) 

Na koniec pograliśmy w New Your City Monopoly - oczywiście według własnych zasad, dla uspokojenia nadmiernej energii J. przed snem :)) 

Później dokończyłam świetną książkę, którą S. mi pożyczyła - S. jeszcze raz dzięki. 
I tak to się weekend skończył ok 1 czy 2 w nocy z płaczem po wzruszającej książce bez happy endu poszłam spać.... 


XOXO


poniedziałek, 6 maja 2013

We Love Buddy!! and his cheesecake :D

No i kolejny tydzień za nami, ale też kolejny PRZED Nami !! Dziś poniedziałek, wiec regenerujemy siły po weekendzie :)
W weekend jak zwykle duuużo się działo. W piatek było oficjalne otwarcie Carlo's Bakery w NYC wiec oczywiście nie mogło zabraknąć tam mnie i S., która jest mega fanka Buddyego i ferajny, a Ja jestem meega fanka nie tak jego co jego wypieków... haha ;) Było całkiem sympatycznie, na początku jakieś konkursy itp - wygrałam koszulke, która w prezencie podarowałam S. Oczywiście kolejka do wejscia 1,5h ale humory dopisywały wiec nie było źle. W środku okazało się, że to pierwszy raz w historii kiedy cała rodzina jest w komplecie wiec emocje sięgały zenitu, każdy chciał zdjęcie autograf.. a ja ciastko! Skończyło sie na trzech.... masakra z tym moim łakomstwem ;)

Oczywiście wielki tort. Niestety mimo moich zapewnień że :I need to try this cake desperetly" Buddy stwierdził, że niestety nas nie poczęstuje. To po co go stawia i kusi moje podniebienie HE??!

Ekipa w komplecie.


Oczywiście musiałam ze wszystkimi pogadać, zapoznać się. Wszyscy dziękowali, że przyszliśmy, pytali skad jesteśmy. Mauro (na zdjęciu) jak usłyszał że jesteśmy z Polski mówi do nas:"Poland, Poland? hmm BONIEK! LATO!" A my na to taaaak, ktoś tu oglądał piłke nożną... ;) Good job Mauro!


Na żywo wyglądają dokładnie jak w tv, nic dodać nic ująć. Mega pozytywni i bardzo mili.

Żona Buddego na żywo jest meega ładna!

Wszyscy chętnie ze mną pogadali, fotki postrzelaliśmy i się pożegnaliśmy, życząc im dużo siły dzisiejszego wieczoru, bo za nami kolejka wciąż rosła...

Potem ciastka w dłoń i wyruszamy w moje rejony Uptown'owe do Sturbucksa na herbatke :)

NYC ... to się nigdy nie nudzi !

O reszcie weekendu opowiem jutro , bo teraz musze już lecieć.... 
Miłego Dnia!!

XOXO